Strona główna/Aktualności/Bytomianka w pakistańskim Karakorum zmierzyła się ze (..)

Bytomianka w pakistańskim Karakorum zmierzyła się ze Spantikiem (7027 m n.p.m.)

2 Października 2026

Dla Anety Lego-Czaickiej wyprawa w pakistańskie Karakorum okazała się przygodą życia. Bytomianka była bliska zdobycia jednego z tamtejszych szczytów – Spantika. Podczas wyprawy odwiedziła też dzieci z wioski Arandu, którym opowiadała skąd pochodzi i wręczyła bytomskie upominki.

Wyprawa w Karakorum trwała kilka tygodni. Celem było zdobycie Spatika (7027 m n.p.m.) nazywanego też Golden Peak („Złoty Szczyt”), który znajduje się w dolinie Shigar, w pobliżu masywu Rakaposhi i jest popularnym celem wypraw wysokogórskich.

– To była niezwykła lekcja pokory, ale i zachwytu nad orientalnym klimatem, granatowym niebem usianym gwiazdami i pierwszymi promieniami słońca rozświetlającymi lodowe ściany – wspomina Bytomianka. – Pod kątem organizacyjnym i zespołowym wyprawa okazała się ogromnym sukcesem. Cztery z sześciu osób z naszej grupy stanęły na samym wierzchołku – dodaje.

Świadomość własnych granic 

Aneta Lego-Czaicka nie zdecydowała się na podejście na sam szczyt – zawróciła 500 metrów przed nim. Mimo że cel był blisko to – jak podkreśla – podjęła świadomą, odpowiedzialną decyzję o odwrocie. – Dotknęłam własnych granic, przeżyłam niezapomniane momenty i wracam do domu z poczuciem ogromnej wdzięczności i głową pełną bezcennych wspomnień – mówi.

Podróżniczka zabrała ze sobą bytomskie gadżety. Trafiły do najmłodszych mieszkańców z pakistańskiej wioski Arandu. – Radość i szczera wdzięczność na ich twarzach były po prostu bezcenne – zaznacza Aneta Lego-Czaicka.

– Od 16 lat mieszkam w Bytomiu i zależy mi na moim mieście. Chciałam pokazać mieszkańcom tamtych rejonów, skąd pochodzę i gdzie leży miejsce, w którym żyję na co dzień. Chętnie opowiadałam im o Bytomiu i o Polsce, a dzieci z wielkim zainteresowaniem słuchały tych opowieści i cieszyły się z drobnych upominków – dodaje.

Aneta Lego-Czaicka jest absolwentką Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie na kierunku Technologia Żywności. Pracuje jako specjalistka ds. jakości – zajmuję się systemami jakości oraz weryfikacją dokumentacji pod kątem prawa żywnościowego. Jest też szczęśliwą mamą 16-letniej córki i 10-letniego syna. Dzieci gorąco jej kibicują i wspierają jej pasję. – W przyszłości, kiedy podrosną, może same dołączą do moich górskich wypraw – uśmiecha się Bytomianka.

Pakistan daleki od stereotypów

Miłość do gór zaczęła się u niej bardzo wcześnie. Już w szkole podstawowej jeździła w góry z rodzicami oraz z harcerzami. – Z czasem ta pasja tylko się pogłębiała, aż całkowicie się w niej zatraciłam. Pamiętam, że niemal każdy wolny weekend spędzałam na naszych lokalnych, polskich szlakach – wspomina.

Przygoda z wyższymi szczytami zaczęła się dla Anety Lego- Czaickiej od wyjazdu z przyjaciółką na Mont Blanc. Potem był Iran, Turcja, Maroko (gdzie zdobyła Jebel Toubkal i wspinała się w wąwozie Todra) oraz hiszpański Mulhacén czy góry Andory. Zawsze jednak marzyła o tym, żeby chociaż spojrzeć i dotknąć Karakorum czy Himalajów. To marzenie spełniło się, gdy po raz pierwszy pojechała do Pakistanu i zdobyłam tam swój pierwszy sześciotysięcznik – Khosar Gang. W tym roku wróciła po siedmiotysięcznik.

– Pakistan urzekł mnie bez reszty. To kraj niezwykle dziki i wciąż mało poznany. Jest tam mnóstwo szczytów, które nie mają jeszcze nawet swoich nazw i nigdy nie zostały zdobyte przez człowieka – wyjaśnia. – Jednak tym, co chwyta za serce najbardziej, są ludzie. Nigdzie na świecie nie spotkałam osób tak dobrych, bezinteresownych i niesamowicie gościnnych. Choć Pakistan powszechnie i niepotrzebnie kojarzy się z niebezpieczeństwem, rzeczywistość, którą tam zastałam, całkowicie przeczy tym stereotypom. Za każdym razem wyjazd w Karakorum to dla mnie obcowanie z autentycznością i dziką przyrodą – mówi.

Spantik nadal celem numer jeden

W najbliższym czasie alpinistka zamierza wrócić w góry w Maroku. Chce lepiej poznać ten rejon, zgłębić pasmo Atlasu i znów wspinać się w tamtejszych rejonach.

– Moim głównym celem wysokogórskim pozostaje jednak Spantik. W tym roku do szczytu zabrakło mi niewiele, zaledwie 500 metrów. Wiem już dokładnie, jak się przygotować, czego mi zabrakło i jak ułożyć plan działania. Chcę spróbować ponownie w przyszłe wakacje. Ze szczytu rozpościera się podobno przepiękny widok, a wejście na ten siedmiotysięcznik chciałabym świętować na swoje 50. urodziny – tłumaczy.

Podobne wiadomości:

do góry