Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
25 listopada 2017, Katarzyna, Erazm, Klemens

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Stroimy choinkę na dworcu PKP

Choć zapewne część z nas sięga po pudło ze świątecznymi ozdobami tuż przed Wigilią, są też tacy, którzy przygotowują się do świąt dużo wcześniej. Możesz do nich dołączyć 9 grudnia o 12.00, przychodząc na dworzec PKP na wielkie strojenie choinki.

Utoplec na Rozbarku

Data publikacji: 10 grudnia 2013



W dawnych czasach, kiedy ziemia pod Bytomiem i okolicznymi miejscowościami nie przypominała szwajcarskiego sera, na powierzchni znajdowały się podmokłe tereny z wieloma stawami. Jeden z takich stawów znajdował się w pobliżu szybu „Bolko”.

Pewnego razu przyległą do stawu skarpą wracał pewien mężczyzna wraz ze swoim kolegą i na swej drodze napotkali leżący, wypełniony czymś worek. Myśląc, że jest to worek pełen węgla porzucony przez kogoś, zbliżyli się do niego, po czym jeden z nich chciał sprawdzić jego zawartość. Gdy włożył swoją krykę do wnętrza, nagle z worka wyskoczyła jakaś dziwna postać i głośnym pluskiem wskoczyła w głębię stawu. Po chwili wynurzyła się i stojąc w wodzie zaczęła klaskać w dłonie i zanosić się ze śmiechu. Okazało się, że był to utoplec.
♦♦♦
Pewnego razu, jeden z bytomskich kmieci zdążał w kierunku swego domu na skróty, więc droga jego wiodła także brzegiem strumienia. W pewnym momencie zauważył jak na piaszczystym brzegu rzucał się to tu to tam dorodny karp, chcąc niewątpliwie dostać się do przepływającej obok wody. Kmieć złapał go i ucieszony włożył do torby przewieszonej na ramieniu, a następnie poszedł swoją drogą. Nagle z głębi wody dobiegło kmiecia wołanie:
- Utoplczyku gdzie jesteś?
- Od godziny w torbie kmiecia, moja wodna kobietko – dobiegła odpowiedź z torby.
Kmieć rzucił rybę do wody wraz z torbą i czym prędzej uciekł. Nie minął dłuższy czas, gdy ponownie przechodził tamtędy. Idąc i rozmyślając zauważył w pewnej chwili na przyległej do drogi łączce pasącego się konia. Zdawało mu się, że to koń sąsiada, więc postanowił go złapać i odprowadzić do stajni gospodarza. Jak pomyślał tak zrobił. Dosiadł konia i ruszył w kierunku wioski. Gdy znalazł się dokładnie w tym samym miejscu nad strumieniem, gdzie niedawno miał przygodę z karpiem, nagle koń zatrzymał się i próbował zrzucić jeźdźca z grzbietu na ziemię.
Nie mogąc dłużej utrzymać równowagi, kmieć zeskoczył z konia. Nie znalazł się jeszcze na ziemi, gdy w mgnieniu oka koń zamienił się w małego człowieczka, który zawołał:
- Tak daleko niosłeś mnie w torbie na swoim grzbiecie, więc i ja tak daleko niosłem ciebie na moim grzbiecie, jesteśmy więc kwita.
Wtedy to kmieć zrozumiał, że miał do czynienia z utoplcem.
♦♦♦
W pobliżu Rozbarku, przed wielu laty, znajdował się wielki staw, który później zasypano. Zamieszkiwany był przez sprytnego utoplca, który do siebie wabił śpiewem przechodzących w pobliżu ludzi. Ci, którzy oczarowani głosem wodnego ludzika przystanęli, wpadali wtedy w łapy utoplca i byli następnie wciągani w nieprzeniknione głębiny stawu. Pewnego razu, późnym już wieczorem, obok stawu przechodził nieznany bliżej mężczyzna, który nagle od strony środka wodnego zbiornika usłyszał dolatujący piękny śpiew. Gdy się rozglądał zauważył, że na środku stawu, na kępce zarośli, siedzi utoplec i coś z oddali pokazuje. Jakieś wspaniałe rzeczy, tak mu się wydawało i tak później opowiadali ludzie. Chcąc się bliżej przyjrzeć tym wspaniałościom, chłop zbliżył się do brzegu i gdyby w tejże chwili nie ocknął się, pewnikiem wpadłby i – za sprawą utoplca – utonąłby w stawie.
♦♦
Pewnego razu, w pobliżu rozbarskiego stawu przechodziła pewna kobieta, ciekawska jak żadna inna. Nagle usłyszała dobiegający ją od strony stawu przepiękny śpiew. Oczarowana zbliżyła się i poczęła się rozglądać w poszukiwaniu śpiewaka. Nie minęła chwila, jak podpłynął do niej utoplec, szarpnął ją, a gdy ta wpadła do wody, pociągnął ją w głębiny stawu. Świadkowie widzieli moment jak niewiasta wpadała do wody, lecz gdy przybiegli z pomocą, ta okazał się spóźniona.
Nic nie wskazywało na tragedię, jaka się przed chwilą rozegrała. Spokojna toń stawu, gdzieniegdzie kumkanie żab, to wszystko, co można było dostrzec w tej chwili i w tym miejscu. Jakież to było zdumienie w Rozbarku, gdy kobiecina, opłakana już przez wszystkich, nagle po kilku dniach pojawiła się na głównej, Szarlejskiej ulicy. Opowieściom, takim jak to tylko kobiety potrafią, nie było końca. Otóż, jak ta „istno” chlupnęła w wodę, wciągnął ją wodnik w najdalszą głębie, w swoje królestwo i zaprowadził do swego domu. Nie był to zwyczajny dom, a pod odny pałac albo zamek jakiś, cały z kryształowego szkła, gęsto wysadzany diamentami i skrzący się innymi szlachetnymi kamieniami. Wodnik zapragnął, aby została służącą jego licznych córek.
Nie mając innego wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazła przystała na propozycję, lecz do czasu. Gdy nadarzyła się pierwsza z okazji, wzięła z sobą trochę diamentów, których wokół było co niemiara, czmychnęła z zamkowych zabudowań, wydostała się na brzeg i była wolna. Zabrane diamenty pozwoliły jej na dostatnie i spokojne życie wśród swoich w Rozbarku. Wodnik natomiast nie pojawił się już więcej. Nikt też nie usłyszał już nigdy przecudnych śpiewek w wykonaniu utoplca.

 [Perlick A.: Sagen des Dorfes Roßberg, Beuthen 1926, s -12; Schellhammer K.E.: Oberschlesische Sagnespiegel, Peiskretscham 1942, s. 97]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.