Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
22 listopada 2017, Cecylia, Jonatan, Stefan

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Pogłoska o utopieniu księży w Bytomiu

Data publikacji: 10 grudnia 2013



Wróg rodzaju ludzkiego zasiał nienawiść u proboszcza kościoła św. Małgorzaty. Ten zapaławszy gniewem podburzał potajemnie mieszkańców przeciw plebanowi kościoła mariackiego, wciągał do swego spisku, obiecując, że będzie stał przy nich przeciw plebanowi, jeśli zdołają go usunąć.

Będzie chciał połączyć kościół Najświętszej Marii Panny z probostwem kościoła św. Małgorzaty i przyrzekł śpiewać codziennie „Godzinki Najświętszej Marii Panny” w parafialnym kościele Najświętszej Marii Panny, co się wszystkim spodobało i wszyscy parafianie zbuntowali się przeciw plebanowi, a między ludem powstało niemałe poróżnienie, a niektórzy spośród ludu uciekli się do swojego księcia za skargą na plebana. Słysząc to Najjaśniejszy Książę toszecki imieniem Przemysław, nakazał swoim poddanym przyznać prawa kościelne swojemu plebanowi.
Natomiast Konrad, książę oleśnicki, wraz z proboszczem i ludem sobie poddanym był przeciwko plebanowi i rościł sobie prawo do kościoła, jakie przysługiwało plebanowi. Pleban wezwał ich prawem kościelnym do przeproszenia. Oni nie chcieli, ale odwołali się wraz z proboszczem do kurii rzymskiej przeciw plebanowi Piotrowi, rodem z Koźla, uczynnemu, dobremu i sprawiedliwemu.

Pleban ten przybył do Rzymu i otrzymał prawa do kościoła na mocy prawa kanonicznego, w ten sposób, aby lud podporządkował się plebanowi, a nie prepozytowi i ustąpił mu prawa do kościoła oraz uznał się za posłusznych w radzie i wsparciu, jak to jest w zwyczaju chrześcijańskim, i niczego nie czynił lud bez wiedzy plebana inaczej niż to jest w orzeczeniu papieskim.
Prepozyt zaś widząc papieskie orzeczenie i przegraną sprawę mieszkańców wysłał, jak tylko mógł najszybciej, polecenie od kurii rzymskiej, gdzie przebywali do tychże mieszkańców Bytomia, aby go jak najwcześniej oczekiwali u księcia oleśnickiego Konrada, aby pozbawili siłą praw do kościoła plebana, nakazując je przyznać sobie, jego plebana kazał utopić wraz z ,kapelanem oraz unieważnić prawa plebana Piotra do kościoła.

Mieszkańcy Bytomia, za przyzwoleniem księcia Konrada, poszukiwali różnych podstępów przeciw plebanowi. Pleban zaś, wróciwszy z drogi do Rzymu nakazał swojemu kaznodziei, a mianowicie Wielebnemu Mikołajowi, rodem z Pyskowic, ogłosić polecenie napominające, aby posłuszni kościołowi mariackiemu i kościół utrzymywali w należytym stanie, nienaruszonym oraz strzegli w kościele Hostii Świętej, aby nie wchodziły do niego świnie ipsy oraz inne nieczyste zwierzęta, by nie czyniły jakiegoś zbezczeszczenia.
Odbywało się to podczas uroczystych mszy w święto Podwyższenia Krzyża, w oktawie Narodzenia Maryi. Słysząc to rajcy zwołali wielką rzeszę, a zwołaną rzeszę wysłali po plebana i kaznodzieję. Widząc zaś, że mają zły zamiar, powiedział pleban swojemu kaznodziei:
- Idź do nich z Pańskim Ciałem, a ja ucieknę, a może uczczą Syna Bożego i porzucą swoje szaleństwo.
Kaznodzieja wypełnił polecenia, lecz oni jeszcze bardziej się wzburzyli w złym zamyśle i powiedzieli kaznodziei:
- Odnieś Pana do kościoła!
A gdy kaznodzieja wrócił do kościoła i złożył w kościele Ciało Pańskie, oni pojmali go natychmiast, a związawszy zaprowadzili go na ratusz, z wielkim hałasem podarli nadanie kościoła dla plebana oraz odebrali prawo do kościoła, a mianowicie zatwierdzenia, poświadczenia oraz orzeczenia sądowe i inne. I wszystkie unieważnili.

Natomiast pleban chcąc uciec podszedł do bram miejskich i widząc, że nie będzie mógł wyjść, ponieważ miasto było zamknięte, wszedł do komórki w domu narożnym i tam się ukrył. Oni zaś wtargnęli do tego domu z wielką wściekłością i znalazłszy go, powiązali powrozami i łańcuchami, i doprowadzili do ratusza, i w innym domu w pobliżu ratusza, wraz z kaznodzieją, trzymali ich dopóki nie zapytali ludu w sprawie ich śmierci. Oni wszyscy wołali jednym głosem:
- Są godni utopienia!
A odbyło się to 14 września w dzień Podwyższenia Krzyża Świętego w oktawie Najświętszej Marii Panny Roku Pańskiego 1363. Słysząc o tym, kościelny schronił się we wsi Rozbark, gdzie ukrywał się przebywając tam przez trzy dni, czwartego zaś dnia po śmierci plebana i kaznodziei udał się do kurii rzymskiej i uzyskał orzeczenie klątwy kościelnej przeciw nim – na mocy tej decyzji pozostawali pod klątwą przez dziesięć lat, po upływie zaś dziesięciu lat papież pobudzony Bożym Miłosierdziem ograniczył im klątwę do 14 lat, aby mogli w tym czasie odbyć pokutę.
Gdy zaś do Rzymu przybyło czterech rajców bytomskich dla uzyskania zwolnienia od klątwy, zostali skazani na dożywotnie więzienie – trzech rajców zostało zakutych w kajdany w więzieniu, czwarty uciekł niepostrzeżenie z więzienia.

I tak z rąk tyranów kościół bytomski stracił aż do dzisiaj swoje prawa, i nie ma kogoś, kto by go pocieszył według powiedzenia: „Żyje ten, kto zwycięża – kto żyje, ten zwycięża”.
A oto wszystkie opuszczone szczegóły wydarzeń. Kiedy został wydany przez lud wyrok na plebana i kaznodzieję, aby zostali zatopieni, pojmawszy ich zaprowadzono ich z więzienia do stawu. Kiedy zaś lud odstąpił od stawu o prawie o dwa stadia, jeden z mieszkańców odwróciwszy się zobaczył kaznodzieję Mikołaja, nietkniętego, wychodzącego z wody, i do tłumu tenże mieszkaniec zaczął wołać:
-Oto jeden z nich wychodzi!
Oni zaś wróciwszy z katem, kazali utopić go po raz drugi. Prosił ich wówczas kaznodzieja, aby przynajmniej pozwolili mu wygłosić jedno kazanie o Najświętszej Marii Pannie, iżby ukazał cuda Najświętszej Marii Panny, które widział przy zatopieniu plebana, mianowicie jak Najświętsza Maria Panna walczyła z demonem zwanym Szarlen. Oni jednak nie chcieli przystać na prośbę, ale kazali go utopić. A kat chcąc go utopić, nie mógł żadnym sposobem tego uczynić, wywijając siekierą, która miał z tyłu za pasem, wymierzył trzy uderzenia między łopatki, lecz jeszcze i wtedy kaznodzieja nie mógł umrzeć w wodzie, ale na wpół żywy został przeniesiony przez przyjaciół na noszach do miasta, lecz już nie mógł mówić i trzeciego dnia zasnął w Panu. Duszę jego niewątpliwie aniołowie przenieśli do niebieskiej radości.

Ów zaś mieszkaniec, który obejrzał się do tyłu, nie uniknął kary Bożej, bowiem został oślepiony i nic nie widział na oczy. Również wspomniane miasto nie ustrzegło się kary Bożej, gdyż po upływie pół roku spłonęło, a ślady tego ognia są widoczne po dziś dzień, i całkiem zubożało. Wspomniany demon, chcąc ich zwieść i ich dusze zabrać do piekła, ukazując się pod ludzką postacią żądał od nich dziesiątej części z górnictwa, aby z nimi pracował, a za jego pracę by mu dawali pieniądze. Oni zgodziwszy się na propozycję diabła, pracowali przez wiele lat wraz z nim i dobrze im się powodziło. Lecz poruszeni skruchą doszli do opamiętania i zabrali skarb dla kościoła i współpracowali z nim przez klika lat, a widząc, że [majątek kościoła] się poprawia, zazdrościli kościołowi, jak poprzednio zazdrościli i diabłu. Zaczęli więc potajemnie dzielić kruszec między siebie, nic nie dając kościołowi. Ale diabelska zemsta ich dosięgła, ponieważ tenże diabeł ukazawszy się górnikom kazał im wyjść i powiedział, że wyprowadzi z głębi ziemi rzekę, która zaleje kopalnie bytomskie, za przyzwoleniem Najświętszej Marii Panny, za ich zbrodnię, którą uczynili wobec kościoła parafialnego Najświętszej Marii Panny dnia 26 sierpnia.
¨¨¨
W roku 1364 mieszczanie bytomscy nikczemnie pozbyli się dwóch swoich księży: proboszcza Piotra i wikarego Mikołaja. Roku 1369 utracono kopalnie srebrnego bogactwa w Bytomiu, za przyczyną tegoż, ponieważ mieszkańcy dopuścili się mordu na wyżej wspomnianych księżach.
¨¨¨
Niedaleko stąd jest miejsce, gdzie roku 1367 mieszczanie bytomscy oburzeni, że pleban od nich dziesięciny ich naówczas mnogo wydobywanych kruszczy srebrnych się domagał, onego i jego kapelana w stawie utopili. Skutkiem tego była 70 lat trwająca klątwa kościelna, zaczem miasto bardzo podupadło i długo do swego kwitnącego stanu powrócić nie mogło.
¨¨¨
Właściciele bogatych w srebro kopalń w Bytomiu nie płacili duchowieństwu dziesięcin i utopili proboszcza oraz jego wikarego. Spotkała ich za to kara, ponieważ woda zalała kopalnie i wszystkie wysiłki celem odzyskania ich okazały się daremne. Kiedy pokolenie to przeminie, dopiero wtedy kopalnie staną się ponownie źródłem bogactwa.

[Lompa J.: Bajki i podania, Wrocław 1965, s. 227; Kühnau R..: Schlesische Sagen III, Leipzig und Berlin 1913, nr 2149/2, s. 740; Ligęza J.: Podania górnicze z Górnego Śląska, Bytom 1972, s. 52]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.