Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
20 listopada 2017, Edyta, Edmund, Anatol

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Ognisty wóz

Ognisty wóz Data publikacji: 10 grudnia 2013



Często w opowieściach starszych ludzi słyszy się opowiadania o wozach ognistych, które w przeszłości niejednokrotnie mknęły ulicami miast i miasteczek, drogami i bezdrożami wiejskich osiedli.

W szaleńczym pędzie spod kół i kopyt końskich sypały się snopy iskier, a z końskich nozdrzy i pyska buchały języki piekielnego ognia i kłęby dymu. Nie brak było tych podań i w Bytomiu.
¨¨¨
Działo się to już po pierwszej wojnie światowej, gdy pewnego razu około północy wracał do domu pewien mężczyzna. Gdy był w pobliżu cmentarza ewangelickiego przy dzisiejszej ulicy Powstańców Śląskich nagle zauważył, że z tyłu, za powozem, biegną dwa duże, ogniste psy.
Paraliżujący strach nie pozwolił mężczyźnie na ucieczkę, więc szedł powolnym krokiem w stronę domu, a za nim w niewielkim oddaleniu od niego cichutko sunął buchający skrami i ogniem ognisty wóz. Gdy chłop dotarł pod drzwi swojego domu i odwrócił się, ognistego wozu już nie było. Nieziemski pojazd jak zjawa rozpłynął się w wieczornych ciemnościach.
¨¨¨
Opowiadano także w Bytomiu, jak to spóźnieni mieszkańcy przyległych Piekarskiej ulic wielokrotnie widywali pędzący ognisty wóz. Jadąc po pokrytej brukiem drodze czynił żelazem obręczy swoich kół okropny łoskot. Tym razem na koźle wozu miał zasiadać jako woźnica sam diabeł. Kto oglądał tą scenę to twierdził, że wóz kierował się zawsze w stronę jednego z cmentarzy założonych przy ulicy Piekarskiej.

¨¨¨
Zjawiskiem niemalże legendarnym, przez długie lata straszącym mieszkańców podbytomskich Miechowic, był upiorny ognisty wóz. Zjawiał się on na ulicach Miechowic jadąc zawsze tą samą drogą, poczynając od cmentarza a następnie dawnymi ulicami: Kościelną, Szpitalną, Reptowską i wjeżdżał do lasu, po czym wracał ulicą Zabrską. Zawsze podążał tą trasą po trzykroć. W latach, gdy dyrektorem miechowickiej kopalni, zwanej wtedy Preussengrube, był Kuna, mieszkańcy widywali tenże ognisty wóz także na ulicy Kuny. Była to ponoć dorożka, w której siedziało kilku mężczyzn bez głów, zaprzężona w parę także bezgłowych koni.
Nieżyjący już dzisiaj grabarz Balbierz opowiadał, iż widział taki powóz, gdy niegdyś późną porą, około północy, wracał do domu z wesela. Gdy doszedł do cmentarza zobaczył pędzący ulicą Kościelną niezwykły wehikuł, jakby płonący z przodu i z tyłu, ciągniony przez konie bez głów. Ponieważ ukrył się za rosnącym w pobliżu drzewem, mógł się temu zjawisku dokładniej przyjrzeć. Widział jeszcze jak powóz skręcił w drogę prowadzącą wzdłuż ogrodzenia cmentarza w stronę klasztoru mariackiego, po czym zniknął przy jego wejściu.
¨¨¨
Pewien chłopiec, sierota, mieszkający w miechowickim klasztorze mariackim usłyszał niegdyś o północy turkot kół wozu. Raptem pospieszył do okna by zaspokoić swoją ciekawość, skąd o tej porze pochodzi odgłos toczących się kół powozu, kto i dokąd tak późno podąża. Spojrzał przez szybę okna i zobaczył ogniowy wóz. W tej samej chwili uderzony jakąś ogromną i nieznaną siłą odrzucony został od okna na podłogę swego pokoju.
¨¨¨
Onegdaj mieszkająca przy miechowickim Rynku kobieta wyszła z zakupami ze sklepu i skierowała kroki w stronę swego domu. Kiedy zbliżała się do domu nagle na pustej, bezludnej ulicy dostrzegła zbliżający się pędzący i płonący powóz. Nagle też ujrzała biegnącą za wozem dziewczynkę w wieku około 12 lat. Wtem wóz nie wiedzieć dlaczego i gdzie znikł, jakby zapadł się pod ziemię. Pozostała tylko tarzająca się w płomieniach dziewczynka.

[Chrobok L.: Sagen von Miechowitz, Miechowitz 1926, s. 13]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.