Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
23 listopada 2017, Adela, Felicyta, Klemens

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

O tym jak kopalnie srebra w Bytomiu woda zalała

Data publikacji: 10 grudnia 2013



Mieszczanie bytomscy zabijają swego plebana i kaznodzieję. Od tego czasu wyczerpała się u nich kopalnia srebra i ołowiu.

Ponieważ góry i kopalnie miasta Bytomia, w ziemi i diecezji krakowskiej, dawały ogromną ilość zmieszanego ze srebrem ołowiu, a mieszczanie bytomscy wzbogacili się bardzo dzięki ogromnym dochodom czerpanym ustawicznie z tych gór, wskutek nadmiernego wzrostu zamożności zaczęli podnosić głowy i nadymać się pychą. Rozparci tą dumą raz po raz, ilekroć było coś poważniejszego w czym należało zasięgnąć rady, wzywali doskonałego znawcę prawa kanonicznego, plebana bytomskiego Piotra z Koźla, wysyłając woźnego nie z prośbą, ale raczej z rozkazem. Ten poczytując to sobie za wyraźną ujmę, kiedy pewnego dnia otrzymał rozkaz od woźnego, żeby się udał do ratusza, kazał iść kaznodziei Mikołajowi z Pyskowic z Najświętszym Sakramentem, a sam został u siebie w domu. Kiedy Mikołaj tam przybył, a rajcy dziwili się tej zmianie, wszedł do izby, w której siedzieli. I odciąwszy część komży, którą miał na sobie, wytarł stół i umieścił na nim Najświętszy Sakrament. Potem, wziąwszy z powrotem Najświętszy Sakrament, odniósł go do kościoła. Rozwścieczeni tym mieszczanie bytomscy pod wodzą rajcy Wawrzyńca, czyli Lorenca, drugiego września podnoszą świętokradzkie ręce na plebana i kaznodzieję, zadając im gwałt.

Schwytawszy ich haniebnie w ich mieszkaniach, prowadzą ze związanymi z tyłu rękami jak złoczyńców i złodziei do ratusza. Swoimi godnymi potępienia orzeczeniami wspomniani mieszczanie pełniąc funkcje powodów i sędziów wydają wyrok i skazują niesłusznie na śmierć, nie pozwalając na żadną przewidzianą prawem obronę. Następnie skatowanych oskardami i zlanych krwią wskutek licznych ran wyprowadzono z sądu i wrzucono do sadzawki znajdującej się w pobliżu kościoła św. Małgorzaty. Pochłonęła ich woda. Krótkotrwałym śmiertelnym cierpieniem zdobyli niewiędnący wieniec [chwały]. A ponieważ żywe ciało Mikołaja pływało po wodzie, morderca Wawrzyniec kazał słudze zanurzyć je głębiej. Oczy wspomnianego Wawrzyńca natychmiast wypadły z orbit. A zwłoki odniesiono do kościoła parafialnego i pochowano w miejscu chóru kościelnego.
Kiedy o tej strasznej, potwornej zbrodni doniesiono biskupowi krakowskiemu Florianowi, wzywa przed swój trybunał głównego jej przywódcę, mordercę Wawrzyńca, i pozostałych rajców i mieszczan bytomskich, sprawców zabójstwa kapłanów. A gdy przyznali się do tego występku, pozbawia ich wszelkich zaszczytów, godności i urzędów, ich synom i wnukom odbiera możność przyjmowania święceń kapłańskich i uzyskiwania beneficjów kościelnych, a miasto Bytom z kościołami i sąsiadującymi z nim parafiami okłada kościelnym interdyktem. I chociaż mieszczanie zabiegali o zwolnienie od tej haniebnej kary u papieża, u którego spodziewali się znaleźć dla siebie większą wyrozumiałość, niż u swojego ordynariusza Floriana, dopiero jednak po upływie dwu lat i po wypłaceniu dla naprawienia win sumy w złocie na rzecz skarbca Stolicy Apostolskiej i na rzecz założonego w bytomskim kościele Najświętszej Marii Panny ołtarza pod wezwaniem św. Zygmunta z uposażenia dwunastu grzywien rocznie, (które miały być wypłacane z ratusza bytomskiego), ołtarza, którego patronat [ma] wyłącznie biskup krakowski, udręczeni wieloma wydatkami zasłużyli na zwolnienie od ekskomuniki i interdyktu.

Od tego też czasu żyły srebra i ołowiu w kopalniach bytomskich, wskutek występku, jakiego się dopuszczono wobec sług Bożych, wyschły całkowicie i podobno ustało zupełnie korzystanie z tych kopalń i żył. Aby zaś mieszczanie bytomscy za swój niegodziwy występek nie uzyskali łatwo przebaczenia u papieża, proboszcz kościoła św. Wincentego za murami Wrocławia, Marek, który jest kolatorem kościoła bytomskiego, a którego klasztor ma przydzielonych wiele dziesięcin i dochodów kościoła bytomskiego, przez swoich zastępców, nie szczędząc na to środków, robił trudności przed kardynałem św. Piotra, któremu Stolica Apostolska powierzyła rozpatrzenie i załatwienie wspomnianej sprawy.

[Długosz J.: Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Księga dziewiąta, Warszawa 1975, s. 422-424]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.