Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
25 listopada 2017, Katarzyna, Erazm, Klemens

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Stroimy choinkę na dworcu PKP

Choć zapewne część z nas sięga po pudło ze świątecznymi ozdobami tuż przed Wigilią, są też tacy, którzy przygotowują się do świąt dużo wcześniej. Możesz do nich dołączyć 9 grudnia o 12.00, przychodząc na dworzec PKP na wielkie strojenie choinki.

O początkach Miechowic

Data publikacji: 10 grudnia 2013



Za panowania w Polsce króla Bolesława,
Którego gwiazda zgasła, odkąd Stanisława
Biskupa przy Mszy zabił, szlachta i magnaty,
W obawie swych majątków, nawet życia straty,
Nie chcąc lizać stóp króla, woleli wychodzić
Z ojczyzny, niż z grzechami króla się pogodzić.

Tedy to, powóz ciężki z siennemi drabiny
Jak do żniwa, krakowskie przejeżdżał niziny
Lecz nie stanął na polu, choć powróseł snopy
Wiózł, jak gdyby miał zwozić zboża liczne kopy.
Jechał aż do wieczora, jechał nocą całą,
Jechał dnia następnego, chwilkę tylko małą
W szczerym polu odpoczął. W chwili spoczywania
Idzie Wach ku powrósłom, ostrożnie odsłania
Pęk najsporszy, przemawia, płacze, znowu cieszy
I posiłku podaje, potem dalej spieszy.
Już są w śląskich granicach, już Bytom mijają,
Aż u spodku pagórka smutni spoczywają.
Z płaczem Wach konie puszcza w nieprzejrzane bory,
A z tkliwą ostrożnością z woza ów snop spory,
Zdjąwszy go, rozwiązuje; ze snopa wychodzi
Śliczny chłopiec jak anioł; zdumione wodzi
Oczy po okolicy, potem smutnie woła:

„Mamo! mamo! gdzie mama?” Lecz cisza dookoła!
„Nie ma mamy, mój Tadzio!” – rzekł Wach, - „lecz przybędzie
Jeśli Tadzio posłuszny i spokojny będzie!”
Więc był Tadzio spokojny długie, smutne lata!
Mała na wierzchu zbudowana chata
Była zamkiem krakowskim, przed nią krzyż wysoki,
Tam mawiał swe pacierze Tadzio, tam głęboki
Żal gasił Wach, tam obaj w dni od pracy wolne
Ku Polsce poglądając, na gorzkości wspólne
Znajdywali pociechę. Gdy Tadzio tęskliwy
Tedy owdy zapytał: „gdzież mama?” – cnotliwy
Wach odwłoczył odpowiedź aż do zgodnych czasów.
A gdy już po dwudziesty raz ozdoba lasów
Więdła i kiedy zimne żywiącej jesieni
Nocy żółtą, czerwoną nadały zieleni
Barwę, skinął na Tadzia Wach i rzecze: „Synu,
Dziś nadszedł czas wolności twojemu więzieniu
Już jesteś pełnoletnim, ma nad tobą władza
Już ustała, w zamiarach już ci nie przeszkadza.


Chcesz-li, wróć do ojczyzny, lecz pamiętaj: błogi,
Kto w zamysłach swych baczy na starszych przestrogi!
Częstoś pytał o matkę; - ty już nie masz matki,
Zwiędła po zgonie ojca, jak na polu kwiatki,
Które mroźna noc truje! Śmiercią Uryjasza
Zabił król ojca twego! Zaś Helina nasza,
Moja siostra, Twa matka, bojąc się Betsaby
Losu, zmarła z bojaźni; snać ją Bóg wziął, aby
Czyste jej imię tobie w życiu przyświecało.
I ty masz nieprzyjaciół! Ciebie ukrywało
Przed ich mieczem ubóstwo i te ciemne bory;
Tu uczyłeś się pracy, pacierza, pokory,
Żyj więc, jak Bóg przykazał! Ja mam dokumenta,
Przeznaczone dla ciebie, w których pewność święta
Opisuje twe imię, bogactwa i prawa.
Skoro wrócisz: twych przodków okryje cię sława;
Lecz serce będzie smutne, możno zakrwawione,
Kiedy zoczysz rodziców ślady znieważone.


Jednakowoż zrób, jak chcesz – serce me ci wszędzie,
Czy tu, czy w oddaleniu błogosławić będzie!”
Tu wzajemną łzę otarł starzec i w milczeniu
Spuścił głowę ku ziemi, lecz w ciężkim westchnieniu
Szukał ulgi dla serca. Tak zasmucon siedzi
Chwilę długą; - nie słyszy – żadnej odpowiedzi,
Podniósł głowę, - Tadeusz podle niego klęczy,
Te tylko z zranionego serca słowa jęczy:
„Ojcze, Ojcze! Bądź Ojcem!”
Nazajutrz, dzień pogodny Judy Tadeusza,
Pustelników rzecz ważna do podróży zmusza.
Lecz któżby w nich był poznał wczorajszych płaczących?
Jakiż ubiór bogaty! W oczach jaśniejących
Tadeusza – to wiosna, a Ojca spojrzenie
To słońca jesiennego grzejące promienie!
Przed zwierzchnością bytomską strzec ważne akta
I pieczęci rozkłada, przypomina fakta,
Herby sławne tłumaczy i liczy dukaty,
A nim miesiąc upłynął, młody a bogaty
Pan Tadeusz Zborowski, magnat po kądzieli,
Lasami i polanami z Bytomiem się dzieli.


Tysiąc jutrzni zakupił w owej góry kole,
Na której niegdyś płakał starzec i pacholę.
Całą zimę rąbano lasy, a szczęśliwy
Patrzał w wiosnę Tadeusz na przestronne niwy.
Wkrótce stanął i folwark, w nim w niedługie lecie
Tadeusza rodzina najszczęśliwsza w świecie!
Często pośród nich bawił, czczony jako Święty
Stary stróż Tadeusza, ale w swych nie zgięty,
Ślubach, które ślubował Bogu w dniach przykrości,
Nie opuścił kochanej w górze samotności.
Tam pościł, tam się modlił, tam swym błogosławił,
Aż z ciała zgrzybiałego Bóg duszę wybawił.
Znaleziono pod krzyżem starca klęczącego!
Pan Tadeusz w bliskości mieszkania swojego
Pogrzebał święte członki, a chcąc potomności
Wiekopomny dać dowód najszczerszej wdzięczności,
Wystawiwszy nad grobem krzyż, te wyrysował
Słowa krótkie, lecz pełne znaczenia: „Mniechował”
Za czasem nad nagrobkiem stanęła kaplica,
W której się zgromadzała cała okolica.


Tam się modlił Tadeusz, tam żona i dzieci,
Tam grono pracowitych i szczęśliwych kmieci.
A gdy już i Tadeusz żywot w cnoty żyzny
Skończył, idąc do swoich, do wiecznej ojczyzny;
Złożono ciało jego podle krzyża w grobie
Aby, co społem żyli, spoczęli przy sobie.
Jak z „Mniechował” Miechowo, Miechów, Miechowice:
Tak z czasem wyrósł kościół w pierwotnej kaplice.
Tam jest w głównym ołtarzu Krzyża Podwyższenie,
A w prawą, gdzie Tadeusz znalazł swe spocznienie,
Kaplica Tadeusza Apostoła: inne
Dwa ołtarze nam głoszą koleje dziecinne
Tadeusza: po prawej jest bolesna Matka,
Po lewej dziecię Jezus i Józefa chatka.
Kto świątyni początków zna, snadnie
W czułem sercu znaczenie ołtarzy odgadnie.

Przeszło trzysta lat kwitła Zborowskich rodzina
W małym dworku miechowskim, aż ich godzina
Panowania wybiła. Nastąpiły czasy
Długich wojen i nędzy. Znów wyrosły lasy,
Gdzie przedtem pług panował! Wymarły z pamięci
Imiona niegdyś święte, a gdyby pieczęci
Gmińskie, wskazujące wóz z końmi, a wwyż gwiazdy,
Nie przypominały chociaż ludziom owej jazdy
Od Krakowa ku Śląsku, nikt by już nie baczył,
Jak śliczne Bóg początki naszej wsi dać raczył.
Tak to wszystko przemija! I w tem wola święta
Pana Boga, że pisma, akta, dokumenta,
Świadki owej przeszłości, niestety! Zginęły,
Kiedy ognie pożaru pół wsi pochłonęły.

Fragmenta tych pamiątek gdzieś w popiele pono,
Wszak nikt o nich nie wiedział, przypadkiem znajdziono
I spisano na nowych papiorach, lecz i te
Połową popalone, a połową zgnite,
Pewnie te, co nasz Tomek, jak nam właśnie streścił,
Po ogniu w czas francuski w kopule umieścił.
Otóż czytajcie proszę: Millesimo anno
Octingentesimo i sexto: gdy pisano
Tysiąc osiemset i sześć – ale tam spalona
Karta, gdzie pewnie były pieczęć i imiona.”

To wyrzekłszy, ksiądz Proboszcz, zgrabnie co nielada
Pobutwiałe papiery do schowania składa.
Ale baczni słuchacze weń wlepili oczy,
Jakby nietylko przeszłość jego duch proroczy,
Lecz i przyszłość mógł zbadać. Przerwał więc milczenie
Pan Raktór i rzekł: „Proszę Księdza uniżenie,
Toć możno było lepiej tak ważnej budowy
Nie rozwalać; mógł stary kościół stać, a nowy,
Gdyż koniecznie potrzebny, mógł na miejscu nowem
Stanąć; na taki projekt i jabym gotowym
Był, oraz parafija. – O świątynio miła!
Coś tak drogie, tak święte pamiątki mieściła,
Ty więc runiesz, a przez nas! A któż po Zborowskich
Był dalej dziedzicem dóbr rozległych miechowskich?”

„Trudna na to odpowiedź” – odrzekł Ksiądz – „przyczyna
Tego – brak dokumentów. Lecz Bolko z Cieszyna
Już na początku wieku piętnastego przedał
Miechowice Pelkowi. Ale Pelka nie dał
Rady biedzie miechowskiej, więc Mikołajowi
Miechowskiemu wieś przedał i bratu Janowi,
Lecz braci panowanie w wsi nie było wspólne,
Dzieliło Miechowice na dolne i górne.
Po Miechowskich Mikołaj jakiś Suchodolski
Odziedziczył wieś, lecz skąd, nie wiem, możno z Polski,
A miał żonę Agnesię z Brzosławic. Co dalej
Nastąpiło, pisarze o tem nie pisali.”

[Bonczyk N.: Stary Kościół Miechowski, Katowice 1936, s. 135-140; Zobacz także opracowania tegoż fragmentu „Starego Kościoła Miechowskiego” Norberta Bonczyka, dokonane przez: Zdzisława Jedynaka: Niektóre legendy dotyczące Bytomia, w: Szkice z dziejów Bytomia, Magazyn Bytomski VI, Bytom 1984, s. 47-50; także: Początek Miechowic w świetle legendy, w: Dybeł T. Hebliński J.: Historia Miechowic i kronika kopalni „Miechowice”, Bytom 1988, s. 15-18; Zapisu prozą w tłumaczeniu na język niemiecki dokonał Ludwik Chrobok: Wie Miechowitz entstanden und zu seinem Namen gekommen sein soll, w: Sagen von Miechowitz, Beuthen 1926, s. 3-5]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.