Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
23 listopada 2017, Adela, Felicyta, Klemens

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

O kowalu, co wojsku św. Jadwigi koniom kopyta podkuwał

O kowalu, co wojsku św. Jadwigi koniom kopyta podkuwał Data publikacji: 10 grudnia 2013



W bardzo dawnych czasach przyszedł do pewnego kowala mieszkającego w jednaj wiosce nad granicą polską w powiecie bytomskim rycerz, który odziany był po starożytnemu i rzekł do kowala:

- Kowalu! Jeżeli chcecie mieć dobry zarobek, to przyjdzie do mnie na Sroczą Górę, bo mam wielką liczbę koni do podkucia. Zapłacę wam tak, że będziecie zadowoleni.
Kowal, mając na oku dobry zarobek zgodził się na wszystko i rzekł do rycerza:
- Wielce miłościwy panie i dzielny rycerzu! Ja się na robotę zgadzam, lecz wielmożny pan musi podać liczbę koni, ażebym wiedział, jak się do tej roboty zabrać.
Rycerz odpowiedział kowalowi:
- Kowalu! Jeżeli zabierzecie ze sobą potrzebne narzędzia i całą ćwierć gwoździ, to wystarczy i wszystkie konie będą podkute.
Usłyszawszy kowal, że do podkucia koni potrzeba aż całą ćwierć gwoździ, przedstawił sobie, co za wielka liczba koni być musi na Sroczej Górze i niezmiernie się ucieszył, że będzie miał dość pracy, a i zarobek niemały. Chętnie też więc rycerzowi przyrzekł, że jak tylko potrzebną ilość gwoździ ukuje, to na oznaczone miejsce przyjdzie – i z tym przyrzeczeniem się pożegnał.

Kowal dokończył rozpoczętą pracę i dał się natychmiast do kucia gwoździ, które kuł przez kilka tygodni. Kiedy zaś miał potrzebna ilość, tedy zabrał ze sobą wszystkie narzędzia, które mu były potrzebne, ukute gwoździe włożył na wózek i wyruszył ku Sroczej Górze. Przybywszy tam zobaczył już czekającego nań rycerza, który mu rzekł:
- Kowalu! Jakoś długo kazaliście czekać na siebie.
Kowal zaś odpowiedział:
- Ależ wielmożny panie rycerzu, jedną ćwierć gwoździ ukuć, to nie łatwo; bo ileż to uderzeń trzeba, aby ukuć jeden gwóźdź, a ileż potrzeba do ukucia tysiąca gwoździ, a ileż na drugi i na trzeci tysiąc. Zważcie więc, panie rycerzu, że w jednej ćwierci mieści się kilka tysięcy gwoździ, których kucie sporo czasu zabiera.
Rycerz tedy powiedział:
- No dobrze kowalu, żeście już przyszli, więc chodźcie ze mną.
Tu się rycerz obrócił, obszedł na drugą stronę góry i wszedł w otwór w górze będący. Kowal wszedł za nim, lecz przeraził się bardzo, zobaczywszy bardzo wielką liczbę wojska śpiącego, a każdy rycerz śpiący stał obok swego konia. Jeden z nich w podeszłym wieku z łagodną twarzą i bystrym okiem, który wyższą godność piastował, gdyż miał na sobie ozdobniejsze odzienie i różne odznaki godności, przybliżył się do kowala i łagodnie rzekł:


- Kowalu, podkujcie tu wszystkie konie, lecz sprawujcie się tak, żebyście mi kogo nie obudzili przedwcześnie.
Kowal przyrzekł, że będzie ostrożny i podkuwał jednego konia po drugim tak, że się zgrzał przy tym. Naraz przez nieostrożność jednego konia trochę zakuł, koń z bólu nogą szarpnął, a kowal zniecierpliwiony na konia wrzasnął, ażeby cicho i spokojnie stał. Lecz w tym momencie na głos kowala wielki ruch powstał w rycerstwie, gdyż wszystkie wojsko naraz ożyło i raptem skoczywszy na koń, pytając, zakrzyknęło:
- Czy już czas?
Tu stary rycerz, zerwawszy się zaniepokojony, głosem donośnym zawołał:
- Cicho! Spocznijcie jeszcze! Czas nie nadszedł, bo jeszcze ... – tu kowal z wielkiego przerażenia widząc, jak wojsko jego głosem zbudzone nagle powstało, ostatnich słów owego rycerza nie zrozumiał. Teraz ów starszy rycerz przybliżył się do kowala, robiąc mu łagodnie wyrzuty, mówiąc:
- Kowalu, mówiłem wam, żebyście się jak najciszej sprawowali, byście mi śpiącego wojska przedwcześnie nie zbudzili, a wyście jednakowoż niebaczni, zakrzyknęli i śpiących rycerzy zbudzili! To nie powinno być, bo to jest wojsko św. Jadwigi, które teraz spoczywa, aby potem powstać na obronę wiary świętej wtenczas, gdy będzie się ... – tu kowal znowu reszty mowy nie zrozumiał.
Rycerz nakazawszy kowalowi być ostrożnym, poszedł na swoje miejsce i śledził bacznie kowala, ażeby mu po raz drugi wojska śpiącego przedwcześnie nie zbudził. Kowal też tym niezwykłym zajściem przelękniony był teraz ostrożniejszy. Szczęśliwie i bez żadnego wypadku podkuł wszystkie konie, swe narzędzie potrzebne do podkuwania zebrał i spakowawszy je, zaczekał na zapłatę. Rycerz widząc to, przybliżył się do kowala i rzekł:


- Kowalu, jako zapłatę możecie sobie zabrać wszystkie strużyny, któreście podkuwając konie z kopyt poobstrugiwali.
Kowal słysząc to nie bardzo się ucieszył nad zapłatą, lecz pamiętając o tym, że jest w tak niezwykłym miejscu, w jaskini pod ziemią w Sroczej Górze i obawiając się, żeby mu się co złego nie stało, zbierał owe strużyny i kładł je do worka, lecz nie bardzo chętnie to czynił, gdyż o wiele lepszej zapłaty się spodziewał. Spodziewał się zapłaty pieniężnej, a nie okrawków z końskich kopyt. Nie widząc atoli innego sposobu, rad nie rad musiał się zastosować do rozkazu. Strużyny z kopyt końskich pozbierał, włożył je do worka, pożegnał patrzącego nań rycerza, wyszedł ze Sroczej Góry na świat i zwrócił się ku swej chacie. Idąc drogą nawet nie zauważył, że od tego czasu, jak wchodził w Sroczą Górę, wiele się zmieniło na polach. Kowal jednakże, jakby tego nie widząc, szedł ku swej chacie, mając w myśli owych rycerzy w Sroczej Górze. Już go też i chęć zbierała owe strużyny z kopyt wysypać gdzie do rowu. Lecz z obawy, by go też rycerz ów nie śledził lub żeby mu się co złego nie przydarzyło, zastosował się do jego rozkazu i tak owe strużyny wiózł ku swej chacie. A całym tym niezwykłym zajściem był tak przejęty, iż nie zauważył tego, że owe strużyny, które wiózł na wózku trochę mu zaciążyły, a cały zgrzany i spocony spotkał się na progu swej kuźni ze swą żoną, która tak się odezwała do niego:
- Mężu! Cóżeś ty sobie pomyślał? Tu co dzień przychodzą ludzie do kuźni z różnymi zamówieniami, a kowala nie ma i nie ma, bo się gdzieś zabrał w świat i nie wraca. Jam już nawet nie wiedziała, co ludziom odpowiadać na ich różne pytania, a ty sobie wyjdziesz na całe trzy miesiące i nie dajesz znaku o sobie! I cóż tak stoisz zamyślony? A mówże, gdzieżeś to był, jak ci się tam wiodło, czemu cię tak długo trzymali, czy ci aby dobrze zapłacili? Czemu nic nie mówisz? A w tym worku co masz? Nad czym żeś się to tak zgrzał, że pot z ciebie ciecze?


Kowal słysząc od swej żony takie zarzuty i tyle pytań następujących jedno po drugim, że go aż trzy miesiące w domu nie było, był doprawdy zdumiony. Lecz widząc, że w polu już wszystko dojrzewa, a w trzech dniach, jak mu się zdawało, dojrzeć w polu nie mogło, to też teraz dopiero przyszedł do przekonania, że w Sroczej Górze musiał dłużej zabawić, aniżeli trzy dni. Kowalowa niezadowolona z jego milczenia i już nieco zagniewana, zadawała mu coraz to nowe pytania i nagliła, by jej coś odpowiedział, ażeby się mogła przekonać, czy aby mowy nie utracił.
Kowal zaambarasowany ciągle nie mógł wyjść z podziwu, jak mu mogły trzy miesiące zejść tak prędko, jakoby trzy dni. Naglony jednakże ciągłymi pytaniami swojej żony, nie wiedział, na które pytanie by najpierw odpowiedzieć. A tu i kilku gospodarzy i kobiet się przy kuźni zeszło, ponieważ wszyscy mieszkańcy wioski kowala przez trzy miesiące nie widzieli, ani się nic pewnego o nim dowiedzieć nie mogli. Przeto widząc go nagle przybyłego i coś ciężkiego wiozącego, byli ciekawi, gdzie tak długo przebywał i czemu swej żonie nic nie odpowiadał. Toteż kowal widząc, do czego jego milczenie prowadzi, i ażeby swą żonę przekonać, że mowy nie utracił, wziął miech, który ze sobą przywiózł, poszedł z nim nieco na bok pod płot, ażeby z niego wysypać ostrużyny z kopyt końskich i powiedział do swej żony:


- Patrz kobieto, rycerze ze Sroczej Góry taką monetą płacą za trzy miesiące ciężkiej pracy rzemieślniczej.
Tu miech przewrócił i wysypał z niego ostrużyny na ziemię. Lecz, jeżeli dotąd był zaambarasowany całym zajściem z rycerzami w Sroczej Górze, to teraz dopiero się przeraził (jak sam mówił) i zdziwił się tym bardziej, że wysypując z miecha strużyny z końskich kopyt, słyszał przy tym jakiś przyjemny brzęk. A przecież róg z końskich kopyt nie wydaje brzęku. Lecz o dziwo – on wie na pewno, że do miecha swymi rękami kładł ostrużyny z rogu! A teraz z tego samego miecha wysypał czyściutkie złociaki – dukaty, które taki miły brzęk wydawały, spadając na ziemię. Toteż wszyscy obecni otworzywszy oczy i usta, nie mogli się nadziwić tak hojnej zapłacie. A żona kowala teraz już łagodniej i z jakimś przymileniem odzywa się do kowala, mówiąc:
- Mężu, cóżeś ty wciąż taki zamyślony. Ty się smucisz, zamiast się cieszyć z takiej hojnej zapłaty. Król by cię lepiej nie wynagrodził, jak owi rycerze w Sroczej Górze.
Kowal teraz odrzekł:
- Żono, ja się przecież nie smucę, lecz nie mogę wszystkiego naraz zrozumieć i dziwi mnie, jak się to wszystko stał mogło. Król mnie doprawdy nie wypłacał, tylko rycerz od wojska św. Jadwigi.
Ludzie rozchodząc się po wsi mówili:
-Takim rycerzom to się opłaci służyć.


[Jacek z Wygiełzowa: Wojsko św. Jadwigi, Bytom 1922, s. 20-26]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.