Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
25 listopada 2017, Katarzyna, Erazm, Klemens

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Stroimy choinkę na dworcu PKP

Choć zapewne część z nas sięga po pudło ze świątecznymi ozdobami tuż przed Wigilią, są też tacy, którzy przygotowują się do świąt dużo wcześniej. Możesz do nich dołączyć 9 grudnia o 12.00, przychodząc na dworzec PKP na wielkie strojenie choinki.

O chłopaczku innowiercy, który ratunku u Matki Boskiej Piekarskiej szukał i takowy znalazł

Data publikacji: 10 grudnia 2013



W roku 1678, żył w mieście naszym Bytomiu niejaki pan Scholtz, obywatel i szlachcic, człowiek uczony, zamożny i niezły nawet prawdziwie, ale niekatolik, choć dawniej katolickiej wiary była jego rodzina i przodkowie.

Otóż ten pan Scholtz miał syna ukochanego, boć różnie to bywa i zdarza się czasem, że ojciec własnemu dziecku niechętny i klątwą bezbożną wita je przy urodzeniu, zamiast ojcowskiego błogosławieństwa, ale z panem Scholtzem tak nie było. I owszem, kochał on syneczka swego serdeczną i prawdziwie ojcowską miłością tak, że duszę oddałby za niego, a życie własne dałby tym bardziej.
Rósł synek pana Scholtza i zdrów był i bardzo na wiek swój rozumny, aż się wszyscy znajomi dziwili wczesnej dziecka mądrości. Zdarzało się nawet, że mówili, jak to często bywa w podobnych razach, że to dziecko się nie uchowa, ponieważ jest nazbyt mądre. Bo ludzie zawsze tak mówią. Jednakże chowało się ono zdrowo, aż gdy już wcale podrosło na sporego chłopca, nagle jakby dla tym większego żalu ojcowskiego, ciężka i śmiertelna choroba przyszła na syna.
Jeden Pan Bóg wie, co pan Scholtz nie czynił dla uleczenia syna, jakich lekarzy z wielkim kosztem z daleka sprowadził, jakie lekarstwa kupował, tak, że chociaż człowiek oświecony i nawet uczony, przecież nawet do guseł i owczarzy się udawał, rozum tracąc z kochania i żalu o syna. A syn najmniejszej ulgi od tego wszystkiego nie doznawał i już tylko co miał umrzeć, o czym wszyscy lekarze i lekarki ojcu powiedzieli, utrzymując, że są rzeczy na świecie, na które żadna mądrość ludzka nie poradzi, a zatem i na uleczenie młodzieniaszka nic poradzić nie można.
Pan Scholtz zmartwił się okropnie, ale mimo to, łzy połykając poszedł do pokoju syna, aby go za życia raz jeszcze uścisnąć. Ukląkł przy łóżku i chciał coś przemówić, a w tym łzy mu się do oczu polały, bo nie mógł cierpienia wytrzymać, choć chciał, aby syn tego nie widział. Mądry syn domyślił się zaraz wszystkiego i tak rzecze:
- Drogi ojcze, już sam to miarkowałem, że śmierć mię czeka, a teraz widzę dowodnie, że tak jest w istocie. Niechaj dzieje się wola Boska, raz człowiek umierać musi i na drugim świecie musi sprawę zdać z tutejszego życia, i będzie sprawiedliwie sądzonym. Wszelako mam ja jedną myśl, która mi spokoju nie daje i pewny jestem w głębi duszy, że ozdrowiałbym gdyby tak się stało jak myślę.
- Powiedzże co prędzej myśl twoją synu mój! Powiedz co prędzej! – ojciec zawołał. A syn rzecze:
- Oto taką mam myśl, że gdybyś mię ojcze kazał zawieść do Piekar, do Matki Boskiej Piekarskiej, to bym pewno do pierwszego zdrowia wrócił.
Ojciec się zdumiał, i byłby się nawet oburzył, jako innowierca, ale trudno się było burzyć przeciw konającemu dziecku. Przeto namyślał się ojciec krótko, bo śmierć nadchodziła i miłość ojcowska zwyciężyła wszelkie inne względy. A nie chcąc sam tego czynić jako innowierca, wyszukał pan Scholtz między znajomymi swymi panią Dorotę Gniastkową, która dawniej także innej wiary będąc, niedawno na katolicką wiarę przeszła. I prosił taj pani strapiony ojciec, aby syna jego według tegoż pragnienia zawiozła do Piekar.
Pani Dorota Gniastkowa zawsze gotowa z pomocą iść bliźniemu, uczyniła, o co ją proszono. Chłopiec chory powieziony został do Piekar, wysłuchał katolickiego nabożeństwa przed ołtarzem Matki Boskiej i odwieziony został troskliwie na powrót do domu. Ale zaledwie znalazłszy się na miejscu, począł prosić raz i drugi o pokarm i wkrótce ozdrowiał. A potem pan Scholtz, ojciec, chociaż niekatolik, przecież całe to zdarzenie chętnie każdemu gotów był opowiadać, ciesząc się zdrowym jak dawniej synkiem, w późne swoje lata.

[Czerniejewski S.: Historya Bytomia i Piekar oraz opis cudownego obrazu i kościoła w Piekarach. Część 2, Bytom 1890, s. 75]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.