Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
24 listopada 2017, Flora, Jan, Roman

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

Stroimy choinkę na dworcu PKP

Choć zapewne część z nas sięga po pudło ze świątecznymi ozdobami tuż przed Wigilią, są też tacy, którzy przygotowują się do świąt dużo wcześniej. Możesz do nich dołączyć 9 grudnia o 12.00, przychodząc na dworzec PKP na wielkie strojenie choinki.

Nabożeństwo na Sroczej Górze

Data publikacji: 10 grudnia 2013



Niedaleko Sroczej Góry, już poza Rozbarkiem, lecz w pobliżu wsi, stało kilka małych drewnianych chatek pokrytych snopkami lub szędziołami. Miejscowość tą zwano Kolonią Górecką.

W jednej z tych chatek mieszkała pewna kobieta. W gospodarstwie swym chowała też prosięta, a jedno z tychże wybiegało często z podwórza i przez kilka dni, a czasem i przez parę tygodni nie wracało. Kiedy wróciło, to nigdy głodu nie miało, a nawet spostrzeżono, iż wkrótce się dobrze wypasło. Tak trwało to przez dłuższy czas, bo poniekąd się do tego przyzwyczajono.
Pewnego razu jednakże ktoś wspomniał o tym, że gdy tak dalej pójdzie, to się zdarzyć może, że prosię wcale nie powróci, bo poznać można, że się znacznie pasie, jest tłuściejsze, co jest znakiem, że się ktoś nim opiekuje. Prosię wciąż przybiera na wadze, jak gdyby było trzymane w karmniku, więc kto je sobie wykarmi, ten je też sobie i zjeść może. Po takich uwagach baczono lepiej na prosię i nie wypuszczano je tak samopas, jak to było dawniej.

Po niejakim czasie wypuszczono je na podwórze, ażeby tymczasem zrobić w chlewie porządek. Po małej chwili zauważyła gospodyni, że prosięcia na podwórzu już nie ma. Czym prędzej wybiegła więc na zagrody zobaczyć, czy tam go nie ma i ze zdziwieniem spostrzegła, że jej prosię biegnie „Piechniczką” – wąską drogą polną w pobliżu Sroczej Góry, prowadzącą z Kolonii Góreckiej na tak zwaną Kamieńską Drogę. Zaraz też gospodyni co tchu pobiegła za nim, bojąc się, by nie uciekło do drugiej wsi. Z „Piechniczki” pobiegło prosię Kamieńską Drogą prosto ku Sroczej Górze. Tuż pod Sroczą Górą już je gospodyni doganiała, gdy wtem wbiegło w otwór w górze będący. Gospodyni bez namysłu weszła za nim, by je stamtąd wypędzić i usłyszała w głębi góry jakiś nabożny śpiew, a przy wchodzie spotkała starego już chłopa z zapasaną na sobie „zościerą”. Przy nim leżała wielka ilość żelaza. Chłop ten odezwał się do gospodyni w te słowa:
- Ależ kobieto, kaj żeście się tu wzięli? Przecież tu u nas już kilkadziesiąt lat nikt nie był w odwiedzinach, a wyście się odważyli wejść tu do wnętrza Sroczej Góry.
- O la Boga! – rzekła kobieta – Cóżem ja też zrobiła! Przecież do Sroczej Góry nikt wejść nie może, a jakżem ja się to tu dostała?; ale gdzież się to tu moje prosię znalazło?; ale co to za śpiew słychać?; kto to tu wyśpiewuje?


Kobieta ze zdziwieniem wypowiadała jedno pytanie po drugim. Chłop jej odrzekł:
- Widzicie kobieto, jak tam wasze prosię zbiera owies pod żłobami koni rycerstwa naszego, bo wam trzeba wiedzieć gospodyni, że tu przebywa wojsko św. Jadwigi, które po jednej bitwie się schroniło. Tu odpoczywa i oczekuje dnia, w którym znów powstanie do boju, gdy nastanie wielka wojna o wiarę. Będzie to wojna, w której to wojnie wojsko św. Jadwigi pod wodzą naszej Królowej zwycięży i wtenczas nastanie pokój stały. Śpiew zaś ten, który to słyszycie, jest to śpiew wojska św. Jadwigi.
Wojsko z rycerstwem jest na nabożeństwie, bo dzisiaj obchodzimy święto Królowej naszej, więc podczas tego nabożeństwa śpiewa rycerstwo z wojskiem swym. Ja zaś jestem tu za kowala, a żelazo, co tu widzicie, to wszystko wyrobię na podkowy dla koni wojska św. Jadwigi. Gdy z mą robotą będę gotów, to wtenczas też nastanie ta chwila dla wojska, aby powstało. Patrzcie gospodyni, jaka to liczba wielka jest tego wojska i rycerstwa.
Tu kowal uchylił z drugiej strony nieco zasłony i gospodyni ujrzała ku wielkiemu swemu zdziwieniu ogromną liczbę wojska i rycerstwa. Było ono jakieś poważne, rycerskie, miłe, a święte mające twarze.


Teraz się też kobieta spamiętała, gdzie ona jest i że się tu coś niebywałego dzieje. W tej też chwili prosię jej wybiegło, a gospodyni wystraszona wyszła ze Sroczej Góry za nim.
Gdy przybyła do domu i to zajście wszystkim opowiedziała, to wszyscy domownicy, ciekawością zdjęci, natychmiast pobiegli na Sroczą Górę, aby zobaczyć wojsko św. Jadwigi, o którym to opowiadaniu dawno już by słyszeli. Po drodze przyłączyli się do nich sąsiedzi i ludzie na polu pracujący, bo wszyscy byli ciekawi – wszyscy chcieli zobaczyć wojsko św. Jadwigi, o którym to już od wieków zachowały się legendy pomiędzy ludem okolicznych wiosek. Gdy zaś wszyscy, bo zebrała ich się spora liczba, przybiegli na Sroczą Górę, to nic tam nie zobaczyli, bo wchodu nie można było do niej odnaleźć. Niektórzy poczęli przeto z niedowierzaniem mówić i zarzucać gospodyni jakieś przywidzenie albo i zmyślenie, lecz starsze osoby karciły tychże za to, że niedowierzają, mówiąc:
- Jeszcze myśmy dziećmi byli, a już o wojsku św. Jadwigi słyszeliśmy opowiadania od naszych staroszków, którzy twierdzili, że na Sroczej Górze śpi ono i odpoczywa, a tylko od czasu do czasu daje znak o sobie, ażeby pamięć o nim nigdy nie wygasła, lecz zachowała się pomiędzy ludem.

[Jacek z Wygiełzowa: Wojsko św. Jadwigi, Bytom 1922, s. 16-19]




Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.