Choose language:

Witamy na stronach internetowych miasta Bytom
20 listopada 2017, Edyta, Edmund, Anatol

Mapa miasta Kontakt Dla mediów Druki Związek Subregionu Centralnego

V Międzynarodowa Konferencja Kresowa

Prawdziwą skarbnicą wiedzy dla zainteresowanych tematyką kształtowania się społeczności żydowskiej na Kresach Wschodnich, powojennych losów ocalałych i wreszcie tych przybyłych do Bytomia, będzie tegoroczna V Międzynarodowa Konferencja  Kresowa Żydzi na Kresach Wschodnich w XIX i XX wieku”.

Podziemny schron w Bytomiu - Miechowicach

 

Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

Ponad stuletnia historia Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, jak również jego okazałe zbiory to najlepsza wizytówka dla instytucji, która od lat gromadzi i udostępnia zwiedzającym eksponaty archeologiczne, etnograficzne, przyrodnicze, dokumenty historyczne oraz wysokiej rangi dzieła sztuki.

Artykuły Historyczne - Tomasz Sanecki


Stowarzyszenie Pro Fortalicium

Główną działalnością organizacji "Pro Fortalicium" jest ratowanie obiektów fortecznych, wydawanie publikacji, organizacja imprez masowych, lekcji historii i grup rekonstrukcji historycznej.

Cyfrowa Biblioteka Architektury

Cyfrowa Biblioteka Bytomskiej Architektury to największa internetowa baza wiedzy o bytomskiej architekturze powstałej przed 1945 rokiem.

Fundacja Historii Kobiet im. Marii Renardowej

Fundacja Historii Kobiet im. Marii Renardowej rozpoczęła swoją działalność 1 stycznia 2012 roku. Celem Fundacji jest działalność naukowa, oświatowa, edukacyjna i kulturalna.

Galeria Motoryzacji i Techniki

Zabytkowe samochody to namacalna historia zamknięta w metalowej konstrukcji. Nie jest nowością, że to właśnie Bytom od lat dostarcza wrażeń miłośnikom pojazdów zabytkowych. Zobacz więcej

Leszek Engelking

Leszek Engelking Data publikacji: 9 grudnia 2013



„Kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie / Święty i czysty jak pierwsze kochanie” – czytamy w Epilogu do Pana Tadeusza. W pewnym sensie cały ten epos jest zapisem nostalgii za ową ziemią, co nie może dziwić, bo jego autor, emigrant, jak byśmy dziś powiedzieli, polityczny, nie miał szans powrotu w swoje strony rodzinne.

W gruncie rzeczy jednak tęsknota za „krajem lat dziecinnych” wydaje się uczuciem dosyć powszechnym. Wszyscy bowiem jesteśmy wygnańcami, choćbyśmy się nawet przez całe życie nie ruszali na krok z miasta czy wioski, gdzieśmy się urodzili i dorastali. Jesteśmy wygnańcami w czasie, nie przestrzeni. Do „kraju lat dziecinnych” nie ma powrotu, bo on nie istnieje. Tożsamość miejsca jest nieomal w każdej godzinie inna niż przedtem.

Uzmysławiają to nam zmiany w wyglądzie, ale nawet bez takich zmian następuje nieunikniona metamorfoza. Rzecz jasna, przestrzenne oderwanie od miejsca urodzenia i wychowania pomaga zdać sobie sprawę z tego faktu. Zresztą i my sami jesteśmy już kimś innym, beznadziejnie innym, na próżno chwytamy się brzytwy swojego imienia i nazwiska. Czy „kraj lat dziecinnych” istotnie musi być w literaturze, jak u Mickiewicza, waloryzowany pozytywnie?

Ma się rozumieć, nie musi, o czym przekonuje nas wiele przykładów. Autor może się wadzić ze swoim dzieciństwem, może czuć do niego niechęć, może je przeklinać, tak jak pisarz emigracyjny może wadzić się z ojczyzną. Może go ono wreszcie nic nie obchodzić. A jednak dzieciństwo dość często dostarcza artyście tworzywa, przede wszystkim tworzywa emocjonalnego. W temacie dzieciństwa kryje się oczywiście groźba banału. W dodatku za każdym węgłem zdaje się czyhać potwór sentymentalizmu.

Dla mnie owe emocje były ważne, ale rzadko miałem wrażenie, że umiem przetworzyć je w literaturę. Dopiero stosunkowo niedawno zaczął się wykluwać cykl wierszy, zresztą, jak sądzę, na razie jeszcze niezakończony. Kiedy byłem przed dwoma laty na stypendium literackim w Szkocji, zrodził się tytuł. Przeczytałem w przewodniku, że w Edynburgu znajduje się Muzeum Dzieciństwa. Specjalnie do niego nie poszedłem, wolałem poprzestać na swojej wewnętrznej wizji tej instytucji, wizji pewnie całkiem fałszywej.

Ważne, że tytuł już był. I pierwszy wiersz. I jeszcze, napisany zaraz po pierwszym – ostatni. Trzeba było teraz wypełnić gotowe ramy. Pamiętam, że kiedy kilkanaście lat temu byłem w Szkocji po raz pierwszy, podczas swoich wędrówek po okolicach Edynburga trafiłem któregoś dnia do miasteczka Newtongrange (w miejscowym dialekcie: Nitten) i od pierwszej chwili, na długo zanim zobaczyłem napis „Scottish Mining Museum”, wiedziałem, że jestem w osadzie górniczej.

Domki tej miejscowości nie bardzo przypominały tak dobrze mi znane górnośląskie familoki, a przecież w jakimś głębszym sensie b y ł y tymi familokami, przez mury tych brytyjskich domów zdawały się przeświecać domy mojego miasta. Kiedy dwa lata temu byłem w Newtongrange znowu, sytuacja się skomplikowała, pojawiły się wspomnienia o pierwszym w nim pobycie, ale w głębi, stanowiąc rdzeń wszystkiego, trwały wspomnienia z dzieciństwa, które przecież ze Szkocją nie miało absolutnie nic wspólnego. Czasem pewnie należy gdzieś daleko wyjechać, żeby wrócić do siebie.

Niech to tłumaczy błyski Szkocji w moim cyklu, powracające zgodnie z przyjętą w nim formalną zasadą powtórzeń motywów. W Szkocji mówi się trzema językami, jeśli scots uznamy za odrębny język, a nie dialekt angielszczyzny. Także Górny Śląsk, jak wiadomo, jest wielojęzyczny i zarazem wielokulturowy. Oczywiście zderza się tu ze sobą i nakłada na siebie kultura polska i niemiecka, daje też o sobie znać kultura po prostu „tutejsza”. Do tego dochodzi kultura czeska, bo przecież całość tych ziem długo należała do Korony Czeskiej.

W gwarze śląskiej, której coraz częściej próbuje się nadać status odrębnego języka, wiele jest germanizmów, ale nie brak też i czechizmów. Na ulicach mojego rodzinnego miasta słyszało się i słyszy także polszczyznę kresową, przede wszystkim lwowską, bo przecież, jak doskonale wiemy, bardzo wielu lwowiaków i mieszkańców innych miejscowości Galicji południwo-wschodniej, wygnanych po II wojnie światowej ze swoich stron rodzinnych, osiedlano właśnie tutaj, na miejscu wyrzuconych stąd Niemców.

Niechaj ta różnorodność mowy, w sposób konieczny obecna w „materii śląskiej” i szczególnie może w „materii bytomskiej” (Henryk Waniek napisał gdzieś, że tylko w Bytomiu można było usłyszeć coś takiego, jak „ta joj, pierunie”), tłumaczy pomysł wprowadzania do wielu wierszy cyklu wtrętów obcojęzycznych, formalną zasadę kończenia poszczególnych utworów (z wyjątkiem pierwszego i ostatniego) słowem lub frazą, cytatem, powiedzeniem czy urywkiem dialogu, w języku innym niż polski, czasem zapisanymi też alfabetem innym niż łaciński. Dość już jednak, wygląda to trochę, jakby autor się tłumaczył. A przecież wiersze mają tłumaczyć się same!

Leszek Engelking - bytomianin, pisarz, publicysta, krytyk literacki



Autor: KM

Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników.
W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej na stronie polityka prywatności.